piątek, 27 stycznia 2017

16. You are together?

Megan

  Podczas pobytu w Szwecji ignorowała wszystkie połączenia i wiadomości od siostry chcąc mieć chwilę spokoju, a przy okazji zyskać czas na zastanowienie się jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Wiedziała, że Allison już na początku by jej nie uwierzyła, ale po słowach Justina graniczyło to wręcz z cudem.
  Dopiero na lotnisku w Niemczech odczytała wiadomości i zaklęła w duchu widząc ich treść. Nie spodziewała się, że Hayley będzie na tyle zdesperowana żeby dowiedzieć się co łączy ją z piosenkarzem, że postanowi przyjechać na jego najbliższy koncert by z nimi porozmawiać. Pocieszyła ją jedynie informacja, że nikt z Królewskich o tym nie wie.
  W drodze do hotelu analizowała jakie tory może przybrać konfrontacja. Miała tylko nadzieję, że Kanadyjczyk nie będzie zachowywać się jakby byli parą, bo będzie jej trudno przekonań młodszą Macmillan, że to nie jest prawda. Rozmawiała z nim na ten temat i powiedział, że postara się, ale niczego nie może obiecać. Tyle musiało jej wystarczyć.
  Siedząc w swoim pokoju, zadzwoniła do Allison, by podać jej dokładny adres żeby dziewczyna mogła już przyjechać. W tym czasie wzięła szybki prysznic oraz przebrała się w czyste ciuchy. Krążyła po pomieszczeniu nie mogąc znaleźć sobie miejsca ze zdenerwowania. Nie potrafiła zapanować nad emocjami, które w niej buzowały, a świadomość, że Justin będzie uczestniczył w tej rozmowie, nie pomagała jej, a pchała w jeszcze większy rozstrój.
  Słysząc pukanie do drzwi, poszła je otworzyć, po czym wpuściła swoją siostrę do środka. Uważnie ją obserwowała i musiała stwierdzić, że ciąża jej służy gdyż wygląda kwitnąco. Po chwili rzuciły się sobie w ramiona i zaczęły ściskać, zapominając ile w ostatnim czasie się wydarzyło i dlaczego znalazły się w Niemczech. Siadając na łóżku zdały sobie sprawę, że nadszedł czas na szczerość w ich relacjach.
 - Megs. Możesz mi powiedzieć dlaczego chciałaś skoczyć z tego przeklętego mostu w Los Angeles?
 - Po prostu w tak krótkim czasie to wszystko z Sergio i Pilar. Tego było za dużo. Wszystko mnie przytłaczało, ale już jest lepiej.
 - Niech zgadnę. Justin się tym zajął?
 - Allison. Nie przeginaj. Zajął się, ale w inny sposób niż myśli twoja pokręcona wyobraźnia.
 - To mi wytłumacz. Chętnie posłucham.
 - Tyle się dzieje, że nie mam czasu o tym myśleć. Jeszcze wczoraj byłam w Szwecji, a dzisiaj jestem w Niemczech. Za cztery dni będę już w innym miejscu. Nie mam  czasu myśleć o nim. Skupiam się na tym, żeby przez ten krótki czas zobaczyć trochę miasta i cieszyć się tym. Przy okazji widząc jaki Justin ma wpływ na swoich fanów i to jaki wraca szczęśliwy kiedy ma okazje chociaż chwilę z nimi porozmawiać. To przywraca mi wiarę, że nie każdy facet to skończony dupek zapatrzony w siebie.
 - Czyli jesteście razem?
 - Nie jesteśmy. Wiem, że może wydawać się inaczej, ale tak nie jest. Poznajemy się i cieszymy, że żadne z Nas nie jest samo i ma do kogo się odezwać. Oboje wiele przeszliśmy, były to wyboiste drogi, ale jest dobrze. Justin już jest na prostej drodze, a ja widzę ją z ostatnich zakrętów. Co czas przyniesie, nie wiem. Na razie jesteśmy na etapie poznawania. Może coś z tego będzie, a może wrócimy do swoich światów. Nigdy nic nie wiadomo, ale za wcześnie na deklaracje.
 - Ale tak szczerze. Czujesz coś do niego? Tylko nie wykręcaj się. Mów jak jest.
 - Sama nie wiem. Każdy jego dotyk sprawia, że przechodzą mnie dreszcze. Ramos nigdy tego nie sprawił, ale z drugiej strony prawie wcale go nie znam.
 - Bo Sergio znałaś idealnie zanim zostaliście parą.
 - Właśnie o to chodzi. Też go nie znałam i zobacz jak na tym wyszłam.
 - Nie najgorzej przecież. Justin Drew pieprzona perfekcja Bieber niósł Cię do łóżka. Dzieliłaś z nim łóżko.Widujesz go codziennie. Masz okazję poznać go. Prawdziwego, a nie to co kreują media. Czego ty chcesz więcej?
 - Żeby lepiej go poznać zanim podejmę jakąkolwiek decyzję. Już raz żyłam w świetle fleszy, ale nie tak mocnych. Słabo sobie z tym radziłam. Ile razy musiałam uciekać robiąc zwykłe zakupy i potem godzinami zastanawiałam się jak to możliwe, że mnie wytropili, bo tak się starałam ich zgubić.
 - Ale teraz nie byłabyś sama. Sergio był idiotą, który nie przejmował się tym. Jestem przekonana, że Justin jest inny. Przecież wiesz to.
 - Co wiem?
 - Chroni Cię wariatko. Jakoś nie widziałam ani jednego artykułu na temat tajemniczej dziewczyny, która z nim podróżuje, a latasz z nim od tego dnia kiedy Cię uratował. Prawda?
 - No tak. Ale wiesz, że to niczego nie zmienia.
 - Zmienia wiele Megs. On jest inny. Nie porównuj ich do siebie, bo to nie ma sensu.
  Chciała jej odpowiedzieć, ale usłyszała pukanie do drzwi, które zwiastowało wizytę Kanadyjczyka. Miała nadzieję, że nie odwali jakiegoś numeru, bo udało jej się przekonać siostrę, że nie jest z nim w związku, a znając jego szalone pomysły, zaraz cały jej trud może pójść na marne. Wstała by wpuścić go do środka, ale gdy przekroczył próg zatrzymała go i poprosiła szeptem by nie zrobił nic głupiego. Zaprowadziła go do Allison i przedstawiła ich sobie  z nadzieją, że na wstępie Justin nie palnie, że jest jej chłopakiem, ale mogła odetchnąć z ulgą.
 - Nie wiedziałem, że Megs mówi o mnie Justin Drew pieprzona perfekcja Bieber.
 - Widocznie wielu rzeczy o niej nie wiesz.
 - Kochanie. Dużo jeszcze przede mną ukrywasz? - zapytał się sadzając sobie starszą Macmillan na kolanach.
 - Megs. Dlaczego kłamałaś mówiąc, że nie jesteście razem?
 - Nie wiń jej. Jeszcze nie może się przyzwyczaić, że ktoś o Nas wie. Jesteś pierwszą osoba. Nawet nikt z ekipy nie wie. Staramy się kryć jak możemy, więc to pewnie dlatego. Nieświadomy automatyzm.
 - Czyli gdybym wtedy nie rozmawiała z Megan, dalej nikt by o Was nie wiedział?
 - Dokładnie. Przede wszystkim chcemy mieć spokój, a poza tym nie chcę żeby Meg była szykanowana przez moje fanki. Każdy dowie się w odpowiednim czasie. Prawda Skarbie?
 - Jasne. - warknęła spoglądając na nich jak na bandę wariatów. Zachowywali się jakby wcale jej tutaj nie było.
 - Kochanie. Wiesz, że jesteś urocza jak się tak denerwujesz? Wcale nie wyglądasz na zdenerwowaną, bo jesteś za bardzo urocza. Do tego stopnia, że to powinno być karalne. - powiedział po czym jak gdyby nigdy nic pocałował ją. Odwzajemniła pocałunek, ale gdy zdała sobie z tego sprawę, odsunęła się od niego.
 - Wyjdźcie. Chcę zostać sama. Proszę.
 - Megan. Nie pozbędziesz się mnie tak szybko. Leciałam do Los Angeles żeby się z Tobą zobaczyć, teraz jestem w Niemczech.
 - Nie prosiłam o to. Dajcie mi po prostu spokój albo mogę Wam obiecać, że coś sobie zrobię. Chcę chwili spokoju. Od Was i tego, że zachowujecie się jakby wcale mnie nie było kiedy mówicie o mnie. Dlatego wyjdźcie i gadajcie sobie o mnie. Wtedy nie musicie udawać, że mnie nie ma wśród Was.
 - Megs...
 - Oh nie mów tak do mnie Bieber. Skoro nie potraficie wyjść z mojego pokoju to ja to zrobię. Życzę miłej rozmowy na mój temat. Nie zapomnijcie powspominać jak próbowałam się zabić i jak zareagowałam kiedy dowiedziałam się, że już nie jestem w ciąży. Uśmiejecie się po prostu. - stwierdziła wychodząc i trzaskając drzwiami.

☯☯☯

  Spacerowała po mieście chcąc nabrać dystansu do tego co stało się w jej pokoju. Nie poznawała już siebie. Nie panowała nad własnym życiem i to ją przerażało. Gubiła się w swoich myślach, bo sama już nie wiedziała co łączy ją z Kanadyjczykiem.
  Zachowywali się jak przyjaciele, ale zaprzeczały temu ich wszystkie pocałunki, które przyprawiały ją o zawroty głowy. Jego jedno spojrzenie działało na nią bardziej niż tysiąc słów. Z każdym dniem uzależniała się od niego bardziej i bardziej, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
  Wysiadając na swoim piętrze zauważyła, że ktoś siedzi pod drzwiami jej pokoju. Zbliżając się odkryła, że to Justin. Chciała zawrócić, ale zdążył ją ujrzeć i zerwał się na równe nogi, a chwilę później już stał obok niej. Ostrożnie ujął jej dłoń oraz spojrzał jej w oczy.
 - Przepraszam. Wiem, że przesadziłem, ale nie martw się. Wytłumaczyłem wszystko Twojej siostrze. Wie, że nie jesteśmy razem. Powiedziałem, że chcieliśmy ją wkręcić. Wydaje mi się, że uwierzyła.
 - Wiesz, że jedno przepraszam nie wystarczy? Mieszasz mi w głowie. Raz zachowujemy się jak przyjaciele, śmiejemy się i rozmawiamy bez skrępowania, a potem całujemy się i już nie wiem co myśleć.
 - Megan. Ja nie wiedziałem.
 - Wiem, że nie wiedziałeś, bo sama tego nie wiedziałam do dzisiaj. Dopiero teraz do mnie dotarło jak bardzo nasza relacja jest pokręcona. Jesteśmy przyjaciółmi, a są momenty, że zachowujemy się jak para, bo przyjaciele nie całują się tak jak my. Dlatego proszę Cię, nie utrudniaj mi ogarnięcia tego wszystkiego i nie całuj mnie, bo owszem, odwzajemniam, ale potem czuję się jakby w mojej głowie przeszła seria tornad. Chciałabym ułożyć sobie wszystko do twojego ostatniego koncertu przed przerwą, a dużo czasu już mi nie zostało. Wiesz o tym, więc proszę Cię, żebyś chociaż raz mnie posłuchał.
 - A mogę Cię chociaż przytulić?
 - Przytulić możesz. -powiedziała i uśmiechnęła się, by chwilę później poczuć silne ramiona chłopaka obejmujące ją w talii.

wtorek, 24 stycznia 2017

15. Come back to bed

Megan

  Powrót ze Stanów do Europy, gdzie miała zakończyć się obecna część trasy koncertowej Justina, była dla niej dość męcząca, bo przypłaciła ją jet lagiem i była pod wrażeniem, że jego to nie spotkało. Widocznie był przyzwyczajony do nagłych zmian stref czasowych, w przeciwieństwie do niej.
  Zauważyła też, że europejskie Beliebers są bardziej zdeterminowane by zobaczyć swojego idola. Podejrzewała, że duży wpływ na to ma świadomość, że chłopak nie mieszka w żadnym z europejskich miast i nie mają okazji spotkać go w przerwie między trasami. Podziwiała je, że potrafią stać pod hotelem do późnych godzin żeby chociaż ujrzeć go przez okno z nadzieją, że może do nich zejdzie i wielokrotnie namawiała go by chociaż na chwilę pojawił się na dole. Obserwowała wtedy zachwyt fanek, które miały okazje zobaczyć go z bliska, a przy okazji widziała jak bardzo jest szczęśliwy utrzymując z nimi bliski kontakt.
  Siedziała w jego pokoju i czekała aż Kanadyjczyk wróci, bo dopiero wtedy będzie mogła udać się do swojego, gdyż zapomniał karty kiedy wychodził by spotkać się z fanami. W tym czasie sprawdziła swoje media społecznościowe i lekko się przeraziła widząc zdjęcie swojej siostry na lotnisku w Madrycie. Znając jej zamiary, pewnie leciała do Los Angeles by ją zobaczyć, a przecież była Szwecji. Nie przewidziała, że Allison będzie chciała ją odwiedzić, a teraz będzie musiała wymyślić jakąś dobrą wymówkę dlaczego nie powiedziała jej, że nie ma jej już w Stanach, a jest w Europie i dlaczego akurat w Szwecji.
  Usłyszała pukanie do drzwi więc poszła otworzyć i tak jak podejrzewała, stał w nich chłopak uśmiechnięty od ucha do ucha. Wszedł do środka ciągnąc za sobą jej walizki co wywołało u niej lekki szok i niedowierzanie jakim cudem dostał się do jej pokoju. Spojrzała na niego pytającym wzrokiem licząc, że zrozumie o co jej chodzi.
 - Przez pomyłkę wziąłem Twoją kartę. A jak teraz wracałem okazało się, że na Twoim piętrze wykryli czad czy coś i zarządzili ewakuację więc dzisiaj jesteś skazana na mnie, bo reszta pokoi jest zajęta albo niedostępna przez ten problem.
 - Czemu myślę, że jakimś dziwnym trafem to ukartowałeś?
 - Ja tu dbam o Twoje bezpieczeństwo, a ty mnie tak oskarżasz. Wiesz co...
 - Po prostu wydaje mi się to strasznie podejrzane i tyle.
 - To niech przestanie. Jak chcesz możesz to sobie sprawdzić.
 - Dobra. Wierzę Ci. Zadowolony?
 - Bardzo. - powiedział uśmiechając się.
  Słuchanie Justina, który z taką pasją opowiada o Beliebers to coś czego może słuchać godzinami. Wspierały go w trudnych momentach, a on dał im nadzieję, że będzie lepiej. Zdawała sobie sprawę, że muzyka, którą tworzy nie jednej osobie uratowała życie, a sam był przykładem, że nawet z największego dna można się odbić i znów być szczęśliwym.

☯☯☯

  Kanadyjczyk już spał, a ona mentalnie przygotowywała się na telefon od siostry, która lada chwila może zadzwonić i oczekiwać wyjaśnień. Usiadła na podłodze przy oknie, opierając się o nie plecami i trzymała telefon w dłoniach żeby jak najszybciej odebrać, by nie obudzić chłopaka. Gdy młodsza Macmillan zaczęła dzwonić, momentalnie się połączyła by dzwonek nie mógł się rozlec.
 - Możesz mi do cholery powiedzieć gdzie jesteś?
 - Po pierwsze, nie denerwuj się, bo to nie jest dobre dla Twojego dziecka. Po drugie jestem w Szwecji jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć.
 - Co ty robisz w Szwecji?
 - Aktualnie siedzę na podłodze jak widzisz. Poza tym wiesz, że zawsze chciałam zwiedzić ten kraj i właśnie to robię.
 - Nie mogłaś mi powiedzieć?!
 - Nie wiedziałam, że będziesz chciała mnie odwiedzić i nie krzycz na mnie.
 - Ty mi lepiej powiedź od jak dawna nie ma Cię w Los Angeles.
 - Nie liczę jakoś, bo nie przykładałam do tego wagi.
 - To sobie teraz policz.
 - Każesz mi liczyć ile nie ma mnie w Stanach? Po co Ci to?
 - Bo ciekawi mnie jak długo jesteś w Europie i nikomu o tym nie powiedziałaś.
 - No już trochę jestem, ale co z tego? Na razie nie mam w planach zawitać do Madrytu, a gdybyś wiedziała, że jestem na tym samym kontynencie, zaraz reszta by wiedziała, a nadal potrzebuję czasu żeby wszystko sobie ułożyć.
 - Ale nie masz już myśli samobójczych?
 - Nie mam. Nie musisz się bać, że chcę się utopić albo skoczyć z klifu z nadzieją, że nie przeżyję.
 - Nawet sobie nie żartuj! To nie jest temat do żartów!
 - Allison. Opanuj się. Nie krzycz. I zrozum, że nie mam już myśli samobójczych. Jasne?
 - Okay, ale tylko pomyśl o tym, a znajdę Cię i tak Ci nakopię, że od razu przestaniesz mieć jakiekolwiek myśli.
 - Dobrze mamo.
 - Nie mów do mnie mamo!
 - Megan. Wracaj do łóżka. - usłyszała zaspany głos Justina i spojrzała nad telefon. Leżał i obserwował ją uważnie.
 - Zaraz. Skończę tylko rozmawiać.
 - Megan! Mów mi kto to! Masz kogoś i własnej siostrze nie powiedziałaś?!
 - Megs. Nie każ mi iść po Ciebie. - stwierdził chłopak siadając na łóżku.
 - Moment. Dwie minuty i kończę.
 - Nie waż się teraz kończyć! Nie ominie Cię ta rozmowa. Tylko spróbuj mnie rozłączyć. Chcę wiedzieć co tam się dzieje.
 - Uspokój się. Nie możesz się denerwować. Pamiętaj o tym.
  Widziała jak Kanadyjczyk wstaje i idzie w jej kierunku przez co przygryzła wargę nie wiedząc co ma zrobić. Rozłączyć się zanim Allison go zobaczy czy jeszcze chwilę porozmawiać z siostrą i spróbować jej wytłumaczyć, że nie jest z nikim. Ostatecznie zdecydowała, że postara się jakoś przemówić do resztek rozumu swojej siostry.
 - Nie mów mi, że mam być spokojna, jak ukrywałaś, że spotykasz się z kimś.
 - Alli. To jest bardziej skomplikowane niż Ci się wydaje. - powiedziała, a chwilę później blondyn trzymał ją na rękach.
 - Nie chciałaś po dobroci to sam Cię zaniosę do łóżka i nie próbuj się ze mną kłócić.
 - Justin! Postaw mnie na ziemi do cholery!
 - Chcesz mi powiedzieć, że jesteś z Justinem Drew pieprzoną perfekcją Bieberem i nic mi nie powiedziałaś?!
 - Bo to tajemnica. Chętnie porozmawiałbym dłużej, ale jest późno i musimy iść spać. - stwierdził i najzwyczajniej w świecie je rozłączył, po czym położył się razem z Megan, która patrzyła na niego jak na kosmitę.
 - Teraz to dopiero nie da mi żyć. Od rana będzie wydzwaniać żeby wszystkiego się dowiedzieć.
 - Chętnie sobie z nią porozmawiam. Wydaje się miła.
 - Już Ci dam z nią porozmawiać. Żebyś się nie zdziwił. Jeszcze jej powiesz, że nie tylko jesteśmy razem, ale jesteśmy zaręczeni, a za dwa miesiące ślub. Po moim trupie z nią porozmawiasz.
 - Wiesz, że jesteś urocza jak się złościsz? Tak słodko marszczysz nosek i myślisz, że wyglądasz groźnie, a jesteś jeszcze bardziej urocza.
 - Justin!
 - Co Justin. Mówię prawdę. Wyglądasz w takich momentach strasznie uroczo. Są też momenty kiedy jesteś kochana, ale jednak moje ulubione są kiedy wyglądasz seksownie.
 - Nie kończ. Nie chcę tego wiedzieć.
 - Jesteś kochana kiedy mówisz żebym chociaż na chwilę zszedł do swoich fanów, bo dla nich to bardzo wiele znaczy, a jesteś seksowna kiedy jesteś ubrana w moje ciuchy albo kiedy przygryzasz wargę myśląc nad czymś.
 - Nie chciałeś przypadkiem iść spać?
 - Nie zmieniaj tematu.
 - Nie zmieniam. Przecież sam wołałeś mnie do łóżka. Dlatego ja idę spać, a ty rób co chcesz. Dobranoc. - powiedziała i odwróciła się do niego plecami.
 - I tak wiem, że zmieniłaś temat, ale niech Ci będzie. Dobranoc.
  Odwrócił ją w swoją stronę i przytulił uśmiechając się przy tym. Gdy chciała odsunąć się nieznacznie, mocniej objął ją w pasie tym samym dając do zrozumienia, że nie wygra z nim w tej kwestii. Pokręciła głową nie wierząc, że zgadza się na to, po czym ułożyła się wygodnie i zasnęła w jego ramionach.

piątek, 20 stycznia 2017

14. Mark my words, give you all I got

Megan

  Kiedy oderwali się od siebie, mieli problem ze złapaniem oddechu. Megan czuła, że jej policzki są zaróżowione przez zaistniałą sytuacje. Nie podejrzewała siebie o jakieś uczucia względem Kanadyjczyka, ale to dało jej do myślenia. Spojrzała na niego i omal serce jej nie wyskoczyło gdy zobaczyła jego szczery uśmiech, który sprawił, że sama też się uśmiechnęła.
 - Megan. Nie wiem jak Ci to powiedzieć. Nawet nie wiem jak zacząć. Nie musisz się zgadzać. To w sumie luźna propozycja. Nie obrażę się jak się nie zgodzisz ani nic. Nie musisz się martwić. Po prostu uznałem, że to dobry pomysł, ale decyzja należy do Ciebie. Nie będę też naciskać żebyś już teraz powiedziała co o tym myślisz.
 - Justin. Spokojnie. Najpierw powiedź mi o co chodzi.
 - Tak myślałem, że jeśli chcesz to możesz dołączyć do mnie w czasie trasy koncertowej. Zwiedzisz trochę i złapiesz dystans, a potem zdecydujesz co dalej. Ostatni koncert tej części trasy mam 30 czerwca i wtedy powiesz mi co dalej. Czy po przerwie dalej będziesz chciała do mnie dołączyć czy wybierasz inny cel. Nie musisz już decydować. - powiedział patrząc na nią.
 - Zgadzam się. To dobry pomysł.
 - Co? Na prawdę się zgadzasz? Nie żartujesz?
 - Mówię poważnie. Dołączę do Ciebie w czasie trasy koncertowej. - stwierdziła uśmiechając się do niego. Chwilę później została poderwana z ziemi, bo Justin objął ją i zaczął się z nią kręcić wywołując u niej salwy śmiechu.
 - Nie wiem dlaczego tak szybko podjęłaś decyzję, ale dla mnie jest to mało istotne. Najważniejsze, że się zgodziłaś. - powiedział i postawił ją na podłodze.
 - Chcę żebyś zapamiętał moje słowa. To pożegnanie wtedy w Lizbonie. Dużo mnie kosztowało, bo całą drogę do domu płakałam nie mogąc uwierzyć jak głupia jestem, ale jestem pewna, że zostałabym jeśli dogoniłbyś mnie albo pocałował przerywając mi. Gdybym zobaczyła Cię na lotnisku, pewnie podbiegłabym do Ciebie i błagała żebyś zabrał mnie ze sobą. Nie odczytałam żadnej wiadomości, bo wsiadłabym w najbliższy samolot żeby Cię zobaczyć chociaż przez chwilę. A to wszystko dlatego, że sprawiasz, że zapominam o wszystkim co złe w moim życiu. Sama Twoja obecność daje mi pełnię szczęścia chociaż prawie Cię nie znam.
  Spojrzała na niego uśmiechając się, a chwilę później poczuła jego usta na swoich. Odwzajemniała każdy jego pocałunek chłonąc każdy moment w jego obecności i każdy jego dotyk na swoim ciele. Chciała wszystko zapamiętać nie wiedząc jak długo będzie jej dane przebywać w jego towarzystwie, bo zdawała sobie sprawę, że szczęście w jej przypadku jest ulotne.

☯☯☯

  Siedziała w pokoju hotelowym i patrzyła na widok za oknem siedząc na jednej ze swoich walizek. Nadal nie mogła uwierzyć, że Justin bał się, że walizki są pretekstem żeby uciec i dlatego stwierdził, że pojedzie z nią, bo tym razem nie pozwoli jej odejść. Z drugiej strony było to całkiem urocze, bo pokazywało, że w jakiś pokręcony sposób jest dla niego ważna.
  Wyjęła z kieszeni telefon i zaczęła sprawdzać wszystkie wiadomości, które dostała od chłopaka. Na prawdę pisał do niej kilka razy każdego dnia i martwił się, bo nie odpisywała. Największe wrażenie zrobiła na niej wiadomość, którą dostała jako pierwszą. Chwilę po tym jak uciekła z jego pokoju. Nie wierzyła, że to co czyta jest prawdą. Nie potrafiła dopuścić do swojej świadomości tego, że był w stanie błagać ją by dała im chociaż godzinę.
  Usłyszała jak otwierają się drzwi co oznaczało, że Kanadyjczyk wrócił z siłowni. Zerwała się z miejsca i pobiegła w jego kierunku. Przytuliła go ze wszystkich sił, nie zwracając uwagi czy jest spocony czy nie. Chciała jedynie zrekompensować mu to co wycierpiał kiedy się do niego nie odzywała. Stała tak dłuższą chwilę, dopóki nie odsunął się lekko od niej by spojrzeć jej w oczy.
 - Stało się coś?
 - Przeczytałam Twoje wiadomości. Przepraszam, że musiałeś się martwić z mojego powodu i nie odpisałam na żadną z nich. Żałuję, że nie przeczytałam już pierwszej, bo pewnie zawróciłabym łamiąc przy tym wszystkie przepisy.
 - Najważniejsze, że teraz jesteś i już nigdzie nie uciekniesz.
 - Nie mam zamiaru. Chyba, że sam będziesz mieć mnie dosyć.
 - Mam Ci przypomnieć co powiedziałem rano?
 - Ale którą część? Przemowę czy to jak mnie pocałowałeś?
 - Mogę obie części jeśli chcesz, a mogę tylko jedną. Wszystko zależy od Ciebie.
 - Na razie podziękuję, ale możemy się umówić, że zastanowię się. Ty teraz weźmiesz prysznic, a ja zamówię coś do jedzenia. Co ty na to?
 - Może być, ale masz mi nie uciec.
 - Nie ucieknę. Mógłbyś mnie przykuć do siebie, ale byłoby niezręcznie. 
 - Ja tam nie mam nic do ukrycia.
 - Justin! - krzyknęła i lekko uderzyła go w ramię.
 - No co. Sama mówiłaś, że lubisz czasem po grzeszyć to miałabyś okazję.
 - A pamiętasz co wtedy powiedziałam?
 - No jakoś nie. - powiedział i zaczął się śmiać.
 - Że sama zdecyduję kiedy będę grzeszyć.
 - Ale zawsze warto próbować. - stwierdził i pocałował ją w policzek, a potem poszedł do łazienki.
  Zamówiła jedzenie i usiadła na podłodze. Chciała zadzwonić do Allison, ale przypomniała sobie o różnicy czasu i zrezygnowała z tego pomysłu. Schowała telefon do kieszeni po czym stanęła przy oknie i obserwowała miasto tętniące życiem.
  Oparła czoło o szybę, żeby lepiej spojrzeć w dół gdzie zobaczyła tłum fanek Justina, które były zdeterminowane żeby dostać się do hotelu i choć przez chwilę zobaczyć swojego idola. Chciała im jakoś pomóc i stwierdziła, że porozmawia z chłopakiem czy chociaż na chwilę nie mógłby się pokazać.
  Podskoczyła lekko gdy poczuła mokre dłonie Kanadyjczyka na swoim brzuchu pod koszulką. Chwilę później oparł brodę na jej ramieniu i uśmiechnął się do niej. Czuła jak jej T-shirt wilgotnieje od kontaktu z mokrą klatką piersiową chłopaka.

wtorek, 17 stycznia 2017

13. Los Angeles

Megan

  Po raz kolejny uciekła z nadzieją, że to pomoże, chociaż zaczynała wątpić w powodzenie tego. Za każdym razem tylko bardziej cierpiała. Miała nadzieję, że Los Angeles przyniesie jej ukojenie, którego tak bardzo potrzebowała w tym momencie.
  Zostawiła walizki w mieszkaniu i postanowiła przejść się po mieście. Mijała szczęśliwe pary, które wprawiały ją w jeszcze większą depresję. Wstąpiła do sklepu i kupiła whisky. Kręciła się po ulicach i co jakiś czas piła alkohol sądząc, że to pomoże jej uśmierzyć ból. Spacerowała właśnie mostem kiedy zrozumiała, że nic nie jest w stanie chociaż na chwilę sprawić by zapomniała o całej tej sytuacji z Sergio czy Julianem.
  Wspięła się na balustradę i zaczęła po niej chodzić zastanawiając się czy powinna ze sobą skończyć czy pozwolić by los dalej z niej drwił. Nie zwracała uwagi na ludzi proszących ją by zeszła, bo może sobie coś zrobić. Chciała by cały ten ból minął i zastąpił go błogi spokój. Usiadła na barierce i zaczęła spoglądać w dół myśląc czy z tej wysokości zabiłaby się czy tylko jeszcze bardziej sobie zaszkodziła.
   Nawet nie zauważyła, że płacze póki nie poczuła na dłoniach łez. Szybko je starła, po czym pociągnęła spory łyk alkoholu, a moment później obserwowała jak butelka rozbija się na dole. Miała nadzieję, że sama też tak skończy. Odwróciła się do tyłu i zobaczyła niezłe zbiegowisko spowodowane przez jej osobę. Zaśmiała się, bo nie podejrzewała, że może to wywołać takie zainteresowanie.
  Słyszała wzmożone rozmowy wśród osób oglądających jej poczynania. Na początku nie przeszkadzało jej, ale z czasem miała tego dosyć i chciała wiedzieć co sprawiło, że tak nagle się ożywili. Pożałowała tej decyzji widząc przed tłumem Justina. Westchnęła wiedząc, że teraz wszystko się skomplikuje.
 - Megan? Co ty tutaj robisz?
 - Próbuję się zabić. Tak mi się wydaje.
 - Przecież leciałaś do Madrytu.
 - Ale wszystko się zepsuło i jestem tutaj. Jeszcze, bo chwila i będę na dole z nadzieją, że taka wysokość upadku będzie wystarczająca żeby się zabić.
 - Megan... Nie rób głupstw... Porozmawiajmy na spokojnie... Wszystko się ułoży. - mówił idąc w jej kierunku.
 - Jeszcze jeden krok, a skoczę. Jeden cholerny krok. - powiedziała schodząc z balustrady tak by stała od zewnętrznej strony. Trzymała się jej i obserwowała Kanadyjczyka.
  Przestała zwracać na niego uwagę gdyż coraz to nowsze osoby, próbowały przekonać ją by nie skakała, bo ma przed sobą całe życie. Mając tego wszystkiego dość chciała odepchnąć się od barierki, ale w tym samym czasie poczuła jak czyjeś silne ramiona obejmują ją w pasie i nie pozwalają spaść w dół. Bez jej zgody została sprowadzona na chodnik. Wtedy odkryła, że za tym wszystkim stoi Bieber.
  Nie odezwała się nawet słowem kiedy prowadził ją do auta, którym zapewne przemierzał ulice Los Angeles. Jego ochrona torowała im drogę, by jak najszybciej mogli przedostać się do pojazdu. Nawet nie próbowała się wyrywać wiedząc, że to nie zdałoby rezultatu, bo zostałaby przechwycona przez kogoś z obstawy piosenkarza.
  W czasie jazdy czuła na sobie jego wzrok, ale oboje milczeli. Nie widziała powodu by tłumaczyć się ze swojej decyzji. Wszystko zwaliło się na nią w krótkim czasie i nie była w stanie sobie z tym poradzić. Nie chciała zwalać się na głowę Allison, która powinna się oszczędzać będąc w ciąży.
  Gdy samochód się zatrzymał, wysiedli i skierowali się do windy, w której panowała napięta atmosfera. Przypomniała sobie pierwszą wspólną jazdę z Justinem i nic nie mogła poradzić, że po jej policzku spłynęła jedna pojedyncza łza, którą szybko starła, ale była przekonana, że chłopak to zauważył.
  Drogę do pokoju nawet nie wie kiedy pokonała. Znalazła się sam na sam z Kanadyjczykiem i widziała w jego oczach rozczarowanie jej osobą. Odwróciła wzrok nie mogąc znieść jego spojrzenia, które doprowadzało ją do łez. Stanęła plecami do niego, a moment później zaczęła płakać tracąc nad sobą kontrolę.
 - Nie płacz. Wszystko się ułoży. - szepnął je do ucha przytulając ją do siebie.
 - Wszystko się sypie. Dostałam od nich zaproszenie na ślub jako prezent na urodziny. - wyszeptała szlochając w jego koszulkę.
 - Chcesz mi powiedzieć, że w Twoje urodziny Twój były dał Ci zaproszenie na swój ślub? - zapytał będąc w szoku. Dziewczyna w odpowiedzi pokiwała głową.
  Usiadł z nią na łóżku i głaskał po plecach, by się uspokoiła. Odetchnął z ulgą gdy zauważył, że jej oddech się miaruje. Pomógł jej się położyć, ale wcześniej poprosił by opróżniła swoje kieszenie by było jej wygodniej. Gdy ułożyła się, przykrył ją oraz siedział przy niej dopóki nie zasnęła.

☯☯☯

  Gdy obudziła się, pierwsze co poczuła to okropny ból głowy, a chwilę później usłyszała szum wody. Nie przypominała sobie by zapraszała kogoś do swojego mieszkania, ale po rozejrzeniu się, odkryła, że znajduje się w obcym jej pomieszczeniu. Pocieszała się tylko tym, że ma ubrania na sobie.
  Miała wstać z łóżka, ale zrzuciła telefon, który musiał leżeć na kołdrze i narobiła przez to hałasu, a po chwili drzwi , które znajdowały się z drugiej strony, otworzyły się i stanął w nich Justin owinięty ręcznikiem. Jej zdziwienie osiągnęło maksimum. Nie przypominała sobie by wczoraj go spotkała.
 - Dzisiaj już mi nie uciekniesz. Drzwi zamknąłem, a klucz mam przy sobie. 
 - Możesz mi powiedzieć co tutaj robię, bo nie pamiętam momentu kiedy się spotkaliśmy. - powiedziała wstając z łóżka.
 - Próbowałaś się zabić i żyjesz tylko dlatego, że przejeżdżaliśmy przez ten przeklęty most. - stwierdził zanim zniknął w łazience żeby się ubrać. Tym samym dał jej czas by przetrawiła tą informację.
 - Chcesz mi powiedzieć, że chciałam skoczyć z mostu? - zapytała gdy wyszedł z łazienki ubrany, chociaż w mniemaniu Megan nie mogła tego potwierdzić skoro nie miał na sobie koszulki.
 - Tak. Gdyby ludzie, którzy się na to gapili, nie rozmawiali z Tobą, nie mógłbym przeciągnąć Cię na bezpieczną stronę. 
 - Ja... Ja po prostu... To wszystko...
 - Wiem. Powiedziałaś mi co się stało. Przecież mogłaś do mnie napisać. Nie odpowiedziałaś na żadną z moich wiadomości chociaż pisałem codziennie po kilka razy. Powiesz mi dlaczego nie odpisałaś na chociaż jedną? - zapytał stając przed nią.
 - Sądziłam, że wyjaśniłam Ci wszystko ostatnim razem.
 - Masz na myśli te sprzeczne sygnały? Najpierw mówisz, że spotkanie zależy ode mnie, a potem żegnasz się jakbyśmy mieli się nigdy nie zobaczyć.
 - Bo sądziłam, że się nie zobaczymy. Miałam przylecieć do Los Angeles na kilka dni żeby wszystko sobie ułożyć i wrócić do Londynu. Zacząć od nowa. 
 - I nie miałaś mnie w planach? 
 - Byłam pewna, że sobie odpuścisz. Zapomnisz i będziesz żył swoim życiem.
 - Jest w Tobie coś co nie pozwoliłoby mi zapomnieć nawet gdybym chciał. Wiem, że jesteś wyjątkowa, bo nie widzisz we mnie tylko tego sławnego Justina. Widzisz Justina, który pochodzi z Kanady i ma prawo popełniać błędy, bo jest tylko człowiekiem. Twój uśmiech sprawia, że i ja się uśmiecham, a Twój śmiech jest najpiękniejszym dźwiękiem jaki można słyszeć. Kiedy żegnałaś się ze mną w Lizbonie, obiecałem sobie, że zrobię wszystko by jeszcze Cię spotkać i zrobić wszystko byś teraz została, ale nie na godzinę. Żebyś została póki nie będziesz w pełni szczęśliwa i jeśli wtedy będziesz chciała odejść, pozwolę Ci, ale będę wiedział, że jesteś szczęśliwa. Więc teraz mi nie uciekniesz, choćbym miał skuć Nas razem. Nie pozwolę byś tym razem mi się wymknęła. - powiedział po czym delikatnie pocałował ją, a chwilę później Megan zaczęła oddawać każdy jego pocałunek obejmując rękami jego szyję by przyciągnąć go bliżej siebie.

piątek, 13 stycznia 2017

12. Wedding

Megan

  Niektórzy zawodnicy poszli udzielać wywiadów więc stała z ich partnerkami i plotkowały. Wszystkie chciały wiedzieć czy znalazła sobie kogoś, a Allison jej nie pomagała wspominając, że jej już się chwaliła. O dziwo uratowała ją Pilar, która chciała z nią porozmawiać. Zdziwiła się, ale odeszła za nią by w spokoju pomówić.
 - Wiem, że masz dzisiaj urodziny dlatego z Sergio mamy dla Ciebie prezent.
 - Pilar. Daruj sobie.
 - Ale mówię poważnie. Mamy nadzieję, że pojawisz się na Naszym ślubie. - powiedziała podając jej zaproszenie.
 - To jakiś mało śmieszny żart? Gdzie masz kamerę?
 - Na prawdę bardzo liczymy, że się pojawisz. Oczywiście możesz przyjść z osobą towarzyszącą.
 - To jest jakaś kpina! Zapraszacie mnie na Wasz ślub?! Po jaką cholerę?! Co chcesz mi udowodnić?! Bierz go sobie! - wykrzyczała rzucając na murawę zaproszenie, a chwilę później biegła już tunelem by opuścić jak najszybciej stadion.
  Czuła jak rozpada się na drobne kawałeczki, a po jej policzkach płynęły łzy. Jeszcze nigdy nie była tak upokorzona. W dodatku przyczyniła się do tego osoba, za którą skoczyłaby w ogień. Teraz zaczęła żałować, że nie uległa Justinowi i nie została wtedy w hotelu. Może uniknęłaby tego.

☯☯☯

Allison

  Słyszała całą rozmowę Megan z Pilar i widząc wybiegającą siostrę ze stadionu nie wytrzymała. Podeszła do Sergio, który rozmawiał właśnie z Ikerem i bez uprzedzenia uderzyła go w twarz, a następnie z kolana dostał w czułe miejsce. Chciała go jeszcze kopnąć, ale Casillas ją odciągnął.
 - Puszczaj mnie! Zabiję gnoja! Musiałeś dać jej zaproszenie na ślub?! W jej urodziny?! Całkiem Ci rozum odjęło?! 
 - Nic takiego nie zrobiłem!
 - To ciekawe dlaczego ta wywłoka dała zaproszenie Megan?! Z dupy je wzięła?! - wrzeszczała i miała gdzieś, że wszyscy im się przyglądają.
  Dopiero Antoine ją uspokoiła na tyle, by kapitan Królewskich mógł ją puścić, bez obawy, że zabije Ramosa, jednak nie powstrzymało to jej przed rzucaniem mu groźnych spojrzeń. W myślach już układała kiedy go dorwać i się z nim rozmówić. Była pewna, że nie tylko ona ma taki zamiar.
  Zauważyła jak Toni idzie w ich kierunku i co chwilę zaciska i rozluźnia pięści, a jego oczy nie wyrażają żadnych emocji. Szczękę miał tak zaciśniętą, że pojawiły się zmarszczki na jego czole, a żyły na szyi były bardziej widoczne.
 - Ty jej to zrobiłeś! Musiałeś zrobić to w jej urodziny?! Widziałeś jaka była szczęśliwa?! Ale nie! Wielki Sergio jak zwykle musi wszystko zjebać! Mało przez Ciebie wycierpiała?! Może mam Ci przypomnieć?! Mam Ci przypomnieć?! Kto ją zostawił jak straciła dziecko?! Kto ją zdradzał?! Nasz kochany Sergio! Wiesz, co?! Oby teraz Pilar Cię tak potraktowała! A nie! Przecież ona już to kiedyś zrobiła! Dlatego stwierdziłeś, że też się na kimś odegrasz?! Trzeba było zemścić ię na niej, a nie krzywdzić niewinną dziewczynę! - krzyczał i z każdym słowem był coraz bliżej obrońcy, a gdy znalazł się przed nim, nie zawahał się uderzyć kolegi z klubu. 
  Allison była pewna, że gdyby reszta nie odciągnęła Niemca, Hiszpan byłby w drodze do szpitala, bo bił z taką zawziętością i furią, że pewnie połamałby go. Na szczęście Jessica uspokoiła Kroosa i wyprowadziła z obiektu, by nie miał już styczności vice kapitanem. 
  Gareth, który stał niedaleko Ikera też miał wiele do powiedzenia, ale do tej pory milczał i obserwował wszystko. Przyprowadził do zebranych Pilar, która stała z boku i obserwowała wszystko. Był pewien, że cieszył ją taki rozwój sytuacji.
 - Posłuchaj mnie żmijo. Nie wiem co planowałaś w tym swoim malutkim móżdżku, ale nie myśl, że ktokolwiek Cię polubi. Jak dla mnie możesz się utopić się w Manzanares. Jesteś pieprzoną manipulatorką. Kompletnym przeciwieństwem Megan. Ona nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego. Wiesz czemu?! Bo nie jest taką suką jak ty! Tak. Nazwałem Cię suką. Nie dziw się, bo to prawda. - powiedział patrząc na Pilar, a chwilę później odwrócił się w kierunku Sergio. - A ty jesteś totalnym chujem. Rzygać mi się chce jak Cię widzę. Mam nadzieję, że Cię wypieprzą, a jak nie to sam odejdę żeby nie oglądać Twojej kłamliwej mordy. Po co karmiłeś ją tymi kłamstwami skoro tylko się nią bawiłeś? Ludzie mają uczucia dla Twojej wiadomości gdybyś nie wiedział. Mało cierpi przez Ciebie?! Musiałeś ją dobić tym cholernym zaproszeniem?! My tu się staramy, żeby była szczęśliwa, ale po co! Sergio musi wszystko zjebać, bo nie byłby sobą! 
 - Od razu powiedź, że bronisz ją, bo chcesz się do niej dobrać. - stwierdził Ramos.
 - Przesadziłeś kurwa! Słyszysz?! Nie każdemu zależy żeby wpisać sobie kolejne imię na listę! Nie ukrywam, że nie jest mi obojętna, ale nie jestem taki jak ty! Ty jesteś zwykłym, nic nie wartym śmieciem! Potraktowałeś ją jak zepsutą zabawkę! Kiedy potrzebowała Twojego wsparcia, ty ją zostawiłeś! - wrzeszczał Bale, a Allison musiała przyznać, że nigdy nie widziała go w takim stanie.
  Chwilę później Walijczyk nie wytrzymał i zaczął bez opamiętania okładać Hiszpana, nie patrząc gdzie go bije. Wprawił tym wszystkich w szok, przez co przez dłuższą chwilę nikt nie ruszył się by odciągnąć go. Pierwszy doszedł do siebie Morata i zaczął ich rozdzielać. Wszyscy piłkarze musieli wziąć udział w przedsięwzięciu by zaprowadzić Garetha do szatni.
  Macmillan zauważyła, że były narzeczony jej siostry został nieźle poobijany i nie było jej żal. Zasłużył sobie na to wszystko, a nawet więcej. Zanim opuściła murawę, szepnęła do Pilar by nie zadzierała z jej rodziną, bo może tego pożałować, a to co teraz widziała, to przedsmak tego co się stanie gdy jeszcze raz będzie próbowała skrzywdzić bliską jej osobę.

wtorek, 10 stycznia 2017

11. El Derbi Madrileño

Megan

  Derby Madrytu to jedno ze spotkań, na które fani ligi hiszpańskiej czekają miesiącami, bardziej elektryzujące jest tylko El Clásico. Zazwyczaj oglądała spotkania Królewskich jako partnerka piłkarza, a zarazem członek sztabu. Dzisiaj była przyjaciółką większości i solenizantką, która może więcej niż zazwyczaj. Miała być ich sekretną bronią do pokonania Atlético Madrid. Obie drużyny nie raz rozłożyła na czynniki pierwsze. Florentino Pérez, którego była ulubienicą pozwolił jej wcielić się w rolę trenera i to ona podejmowała wszystkie decyzje chociaż oficjalnie był za to odpowiedzialny Zidane.
  Czując odpowiedzialność spoczywającą na niej, jeszcze raz przeanalizowała sytuację personalną przeciwnika i do ostatniej chwili była przy ławce trenerskiej w razie gdyby Simeone zmienił skład. Jednak tak jak przeczuwała, wystawił swoich najlepszych zawodników od pierwszej minuty. Gospodarze pod wodzą jednodniowego trenera mieli obraną inną strategię. Na ławce posadzili dwa jokery w postaci Griezmanna i Moraty.
  Taktyka była prosta. Mieli wejść w drugiej połowie gdy przeciwnik będzie już zmęczony i będzie chciał dowieść wynik do końca. Wtedy wypuszczą dwie armaty i pokażą im, że nie warto ładować wszystkiego na pierwszy ogień.
  Jako jedyna w loży VIP nie potrafiła usiedzieć w miejscu przez co połowa partnerek zawodników miała jej dosyć, ale po części rozumiały ją. Same denerwowały się zanim Real nie otworzył wyniku spotkania w 20. minucie. Zdobywcą gola był Kroos, któremu asystował Bale. Gdy Niemiec cieszył się z gola, uniósł koszulkę meczową pod którą miał inną, zapewne z jakimś przekazem. Chwilę później na jednym z telebimów została ona pokazana. Zadedykował go Megan, która myślała, że to żart. Przecież powinien ofiarować go swojej żonie lub dzieciom, a nie jej.
  Spojrzała na żonę Toniego, a ta uśmiechnęła się do niej. Widać wiedziała o planach swojego męża, a nawet akceptowała to. Była zdziwiona, ale i wdzięczna za to co wszyscy dla niej zrobili w jej dwudzieste trzecie urodziny , bo to więcej niż oczekiwała.
  W 45. minucie spotkania gola na 2:0 strzelił Ronaldo, który również zadedykował swoje trafienie dzisiejszej solenizantce. Zaczynała podejrzewać, że zmówili się przed spotkaniem z tymi bramkami, nie mniej była szczęśliwa, że tyle znaczy dla nich.
  W drugiej połowie Atlético słabło i 60. minucie na boisku pojawiła się była gwiazda przyjezdnych, Antoine Griezmann, zastępując Karima oraz Álvaro Morata, który wszedł na miejsce Isco. Wtedy Allison wyraźnie się ożywiła co lekko zaskoczyło starszą Macmillan.
  Wszystko zrozumiała dopiero gdy narzeczony jej siostry ustalił wynik na 3:0 w 88. minucie po dośrodkowaniu Moraty. Francuz zgarnął piłkę, którą wsadził sobie pod koszulkę by emitowała brzuszek ciążowy i zaczął ssać kciuk drugą ręką wskazując sektor VIP.
  Nie mogła uwierzyć, że jej własna siostra ukrywała przed nią, że jest w ciąży, ale z drugiej strony nie mogła wymarzyć sobie lepszego prezentu na urodziny niż wiadomość, że zostanie ciocią. Usiadła obok i zaczęła wypytywać o wszystko chcąc być na bieżąco z informacjami. Jednak nie dane im było długo rozmawiać, bo po chwili zostały porwane w wir radosnych krzyków oznajmiających koniec spotkania.
  Razem z WAGs zeszła na dół by móc cieszyć się z zawodnikami. Gdy tylko Ci wariaci ją zobaczyli, porwali ją z kobiecego grona by w pobliżu ławki trenerskiej podrzucać ją jakby dzięki niej wygrali wszystkie tytuły świata, ale nie było to teraz istotne, przynajmniej dla niej. Łapczywie korzystała z każdego momentu w ich towarzystwie by mieć co wspominać wiedząc, że nie prędko będzie im dane się zobaczyć..
  Gdy postawili ją na murawie, nie spostrzegła, że obok znajdują się partnerki zawodników, a wszyscy ją otoczyli. Chwilę później z ust zebranych usłyszała najgorsze sto lat jakie świat słyszał, a mimo to wzruszyła się, bo wiedziała, że zrobili to dla niej, chociaż niektórzy stronią od śpiewania. Potem została pochłonięta grupowym uściskiem i poczuła taki ogrom miłości, że najchętniej zostałaby na zawsze w tym mieście, ale zdawała sobie sprawę, że nie prędko pojawi się w Madrycie, bo najpierw musi uporać się z przeszłością.
 - Zdajemy sobie sprawę, że pewnie na dniach wyjedziesz, ale chcemy, żebyś wiedziała, że zawsze jesteś mile widziana tutaj w Madrycie, ale także w naszych domach czy to w Niemczech, Walii czy gdziekolwiek gdzie zamieszkamy. Bez względu na to co nawywijasz w Anglii, zawsze i o każdej porze dnia i nocy możesz dzwonić do Nas, a wysłuchamy Cię, bo od tego jest rodzina. Jesteśmy Ci coś winni w końcu, skoro tyle z Nami wytrzymałaś i jeszcze nie oszalałaś. I masz się odzywać, bo jak nie, to polecimy do tego Twojego Londynu i będziemy tam siedzieć póki nie znudzi się nam słuchanie Twoich błagań o przebaczenie. - powiedział Toni, który widocznie mianował siebie na mówcę.
 - Nawet nie wiecie ile to wszystko dla mnie znaczy. Te kilka dni pokazało mi, że mam najcudowniejszych przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć i nigdy mnie nie zawiodą. Ale nic nie przebije tej przemowy. Trafiła nawet do mojego serca z lodu jak to kiedyś stwierdził Karim, bo byłam odporna na jego wysublimowany podryw. - stwierdziła śmiejąc się.

piątek, 6 stycznia 2017

10. Birthday Girl

Megan

  Od kilku dni była w Madrycie i cieszyła się każdym dniem spędzonym wśród przyjaciół. Większość czasu spędzała w towarzystwie Toniego, Moraty i Garetha, którzy już od rana siedzieli w salonie Griezmanna i młodszej Macmillan. Odstawiali ją wieczorem, nie zawsze trzeźwą, ale szczęśliwą co było najważniejsze dla Allison.
  W dniu jej urodzin była zdziwiona, że nikt nie obudził jej przed 10 skoro zawsze o 8 zjawiała się trójka porywaczy by wyciągnąć ją z domu. Na spokojnie ubrała się i wyszła z pokoju. Panowała grobowa cisza, która była wręcz podejrzana. Zeszła na dół i skierowała się do salonu.
  Omal nie dostała zawału gdy wszyscy wyskoczyli krzycząc ile sił w płucach sto lat. Stała w miejscu nie mogąc uwierzyć, że ma tak wspaniałe osoby wokół siebie. Nawet nie wiedziała kiedy, a zaczęła płakać ze wzruszenia.
 - Mówiłem, żeby jej nie straszyć. Teraz przez Waszą głupotę płacze. - powiedział Kroos po czym podszedł do dziewczyny i przytulił ją. - Nie płacz, bo pomyślę, że to wina tej koszuli, którą dostałem Isco.
 - Koszula jest świetna, a te łzy to ze wzruszenia, bo nie spodziewałam się tego.
 - No i po co siejesz panikę Toni? - zapytał Asensio.
 - Bo to moja kochana panikara. - powiedziała Meg śmiejąc się.
  Gdy Niemiec puścił ją, wszyscy podchodzili składać jej życzenia i wręczać prezenty. Od każdego dostała zdjęcie, które według nich jest ich najlepszym, by mogła powiesić sonie na ścianie i chwalić się jaki to ma wspaniałych przyjaciół. Niektórzy poszli o krok dalej tak jak Toni czy Gareth dając jej klucze do ich domów, by wiedziała, że zawsze jest tam mile widziana. Wywołało to kolejne łzy u solenizantki, bo nie spodziewała się takiego gestu z ich strony. Allison i Antoine stwierdzili, że na część ich prezentu musi poczekać czym wywołali serię pytań co to za prezent, ale nie zdradzili nic, mówiąc, że to ma być niespodzianka i nic więcej nie powiedzą.
  Po śniadaniu całą grupą pojechali na stadion, gdzie miał odbyć się trening. Obiecali nie robić takich numerów jak za pierwszym razem, ale tylko dlatego, że ma dzisiaj urodziny. Zapowiedzieli, że następnym razem nie będzie dla niej litości. Razem z Alli oraz partnerkami zawodników oglądały poczynania na murawie przy okazji plotkując na każdy możliwy temat. Chciały wiedzieć czy poznała jakiegoś seksownego Anglika, ale odpowiedź, że to trochę skomplikowane nie zadowoliła ich ciekawości. Stwierdziły, że przy najbliższej okazji wpadną do niej, by przekonać się czy nie przetrzymuje kogoś w sypialni.
  Wszystkie były ciekawe koszulkę z czyim nazwiskiem założy na wieczorny mecz. Oprócz Świętej Trójcy swoją koszulkę zaoferował Vazquez oraz Ronaldo. Jednak ten ostatni spotkał się z natychmiastową odmową gdyż dziewczyna nie była jego wielką fanką i nie chciała by ktokolwiek pomyślał, że ona i Cristiano maja się ku sobie. Wolałaby żeby ktoś uciął jej rękę.
  Większość przekonywała by wystąpiła w koszulce Garetha, ale sama nie uważała tego za dobry pomysł. Wszyscy z wyjątkiem samej zainteresowanej wiedzieli, że Walijczyk czuje coś do niej i usilnie chcieli ją swatać, a przynajmniej większość. Trzy osoby nie popierały tego, a dokładniej jej siostra, przyszły szwagier i Toni. Twierdzili, że jeśli przeznaczone jest im być razem to będą, bez pomocy osób trzecich.
  Ostatecznie padło Moratę, a gdy się o tym dowiedział, postanowił obsypać ją swoimi koszulkami przez co mogła spokojnie otworzyć sklep i je sprzedawać, ale Álvaro nie chciał przyjąć do wiadomości, że wystarczy jej tylko jedna. Wyszedł z założenia, że zawsze resztę może mieć jako koszulki do spania i nie byłby wcale zły gdyby nie pochwaliła się jak prezentuje się jej nowy outfit do snu.