piątek, 20 stycznia 2017

14. Mark my words, give you all I got

Megan

  Kiedy oderwali się od siebie, mieli problem ze złapaniem oddechu. Megan czuła, że jej policzki są zaróżowione przez zaistniałą sytuacje. Nie podejrzewała siebie o jakieś uczucia względem Kanadyjczyka, ale to dało jej do myślenia. Spojrzała na niego i omal serce jej nie wyskoczyło gdy zobaczyła jego szczery uśmiech, który sprawił, że sama też się uśmiechnęła.
 - Megan. Nie wiem jak Ci to powiedzieć. Nawet nie wiem jak zacząć. Nie musisz się zgadzać. To w sumie luźna propozycja. Nie obrażę się jak się nie zgodzisz ani nic. Nie musisz się martwić. Po prostu uznałem, że to dobry pomysł, ale decyzja należy do Ciebie. Nie będę też naciskać żebyś już teraz powiedziała co o tym myślisz.
 - Justin. Spokojnie. Najpierw powiedź mi o co chodzi.
 - Tak myślałem, że jeśli chcesz to możesz dołączyć do mnie w czasie trasy koncertowej. Zwiedzisz trochę i złapiesz dystans, a potem zdecydujesz co dalej. Ostatni koncert tej części trasy mam 30 czerwca i wtedy powiesz mi co dalej. Czy po przerwie dalej będziesz chciała do mnie dołączyć czy wybierasz inny cel. Nie musisz już decydować. - powiedział patrząc na nią.
 - Zgadzam się. To dobry pomysł.
 - Co? Na prawdę się zgadzasz? Nie żartujesz?
 - Mówię poważnie. Dołączę do Ciebie w czasie trasy koncertowej. - stwierdziła uśmiechając się do niego. Chwilę później została poderwana z ziemi, bo Justin objął ją i zaczął się z nią kręcić wywołując u niej salwy śmiechu.
 - Nie wiem dlaczego tak szybko podjęłaś decyzję, ale dla mnie jest to mało istotne. Najważniejsze, że się zgodziłaś. - powiedział i postawił ją na podłodze.
 - Chcę żebyś zapamiętał moje słowa. To pożegnanie wtedy w Lizbonie. Dużo mnie kosztowało, bo całą drogę do domu płakałam nie mogąc uwierzyć jak głupia jestem, ale jestem pewna, że zostałabym jeśli dogoniłbyś mnie albo pocałował przerywając mi. Gdybym zobaczyła Cię na lotnisku, pewnie podbiegłabym do Ciebie i błagała żebyś zabrał mnie ze sobą. Nie odczytałam żadnej wiadomości, bo wsiadłabym w najbliższy samolot żeby Cię zobaczyć chociaż przez chwilę. A to wszystko dlatego, że sprawiasz, że zapominam o wszystkim co złe w moim życiu. Sama Twoja obecność daje mi pełnię szczęścia chociaż prawie Cię nie znam.
  Spojrzała na niego uśmiechając się, a chwilę później poczuła jego usta na swoich. Odwzajemniała każdy jego pocałunek chłonąc każdy moment w jego obecności i każdy jego dotyk na swoim ciele. Chciała wszystko zapamiętać nie wiedząc jak długo będzie jej dane przebywać w jego towarzystwie, bo zdawała sobie sprawę, że szczęście w jej przypadku jest ulotne.

☯☯☯

  Siedziała w pokoju hotelowym i patrzyła na widok za oknem siedząc na jednej ze swoich walizek. Nadal nie mogła uwierzyć, że Justin bał się, że walizki są pretekstem żeby uciec i dlatego stwierdził, że pojedzie z nią, bo tym razem nie pozwoli jej odejść. Z drugiej strony było to całkiem urocze, bo pokazywało, że w jakiś pokręcony sposób jest dla niego ważna.
  Wyjęła z kieszeni telefon i zaczęła sprawdzać wszystkie wiadomości, które dostała od chłopaka. Na prawdę pisał do niej kilka razy każdego dnia i martwił się, bo nie odpisywała. Największe wrażenie zrobiła na niej wiadomość, którą dostała jako pierwszą. Chwilę po tym jak uciekła z jego pokoju. Nie wierzyła, że to co czyta jest prawdą. Nie potrafiła dopuścić do swojej świadomości tego, że był w stanie błagać ją by dała im chociaż godzinę.
  Usłyszała jak otwierają się drzwi co oznaczało, że Kanadyjczyk wrócił z siłowni. Zerwała się z miejsca i pobiegła w jego kierunku. Przytuliła go ze wszystkich sił, nie zwracając uwagi czy jest spocony czy nie. Chciała jedynie zrekompensować mu to co wycierpiał kiedy się do niego nie odzywała. Stała tak dłuższą chwilę, dopóki nie odsunął się lekko od niej by spojrzeć jej w oczy.
 - Stało się coś?
 - Przeczytałam Twoje wiadomości. Przepraszam, że musiałeś się martwić z mojego powodu i nie odpisałam na żadną z nich. Żałuję, że nie przeczytałam już pierwszej, bo pewnie zawróciłabym łamiąc przy tym wszystkie przepisy.
 - Najważniejsze, że teraz jesteś i już nigdzie nie uciekniesz.
 - Nie mam zamiaru. Chyba, że sam będziesz mieć mnie dosyć.
 - Mam Ci przypomnieć co powiedziałem rano?
 - Ale którą część? Przemowę czy to jak mnie pocałowałeś?
 - Mogę obie części jeśli chcesz, a mogę tylko jedną. Wszystko zależy od Ciebie.
 - Na razie podziękuję, ale możemy się umówić, że zastanowię się. Ty teraz weźmiesz prysznic, a ja zamówię coś do jedzenia. Co ty na to?
 - Może być, ale masz mi nie uciec.
 - Nie ucieknę. Mógłbyś mnie przykuć do siebie, ale byłoby niezręcznie. 
 - Ja tam nie mam nic do ukrycia.
 - Justin! - krzyknęła i lekko uderzyła go w ramię.
 - No co. Sama mówiłaś, że lubisz czasem po grzeszyć to miałabyś okazję.
 - A pamiętasz co wtedy powiedziałam?
 - No jakoś nie. - powiedział i zaczął się śmiać.
 - Że sama zdecyduję kiedy będę grzeszyć.
 - Ale zawsze warto próbować. - stwierdził i pocałował ją w policzek, a potem poszedł do łazienki.
  Zamówiła jedzenie i usiadła na podłodze. Chciała zadzwonić do Allison, ale przypomniała sobie o różnicy czasu i zrezygnowała z tego pomysłu. Schowała telefon do kieszeni po czym stanęła przy oknie i obserwowała miasto tętniące życiem.
  Oparła czoło o szybę, żeby lepiej spojrzeć w dół gdzie zobaczyła tłum fanek Justina, które były zdeterminowane żeby dostać się do hotelu i choć przez chwilę zobaczyć swojego idola. Chciała im jakoś pomóc i stwierdziła, że porozmawia z chłopakiem czy chociaż na chwilę nie mógłby się pokazać.
  Podskoczyła lekko gdy poczuła mokre dłonie Kanadyjczyka na swoim brzuchu pod koszulką. Chwilę później oparł brodę na jej ramieniu i uśmiechnął się do niej. Czuła jak jej T-shirt wilgotnieje od kontaktu z mokrą klatką piersiową chłopaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz