wtorek, 17 stycznia 2017

13. Los Angeles

Megan

  Po raz kolejny uciekła z nadzieją, że to pomoże, chociaż zaczynała wątpić w powodzenie tego. Za każdym razem tylko bardziej cierpiała. Miała nadzieję, że Los Angeles przyniesie jej ukojenie, którego tak bardzo potrzebowała w tym momencie.
  Zostawiła walizki w mieszkaniu i postanowiła przejść się po mieście. Mijała szczęśliwe pary, które wprawiały ją w jeszcze większą depresję. Wstąpiła do sklepu i kupiła whisky. Kręciła się po ulicach i co jakiś czas piła alkohol sądząc, że to pomoże jej uśmierzyć ból. Spacerowała właśnie mostem kiedy zrozumiała, że nic nie jest w stanie chociaż na chwilę sprawić by zapomniała o całej tej sytuacji z Sergio czy Julianem.
  Wspięła się na balustradę i zaczęła po niej chodzić zastanawiając się czy powinna ze sobą skończyć czy pozwolić by los dalej z niej drwił. Nie zwracała uwagi na ludzi proszących ją by zeszła, bo może sobie coś zrobić. Chciała by cały ten ból minął i zastąpił go błogi spokój. Usiadła na barierce i zaczęła spoglądać w dół myśląc czy z tej wysokości zabiłaby się czy tylko jeszcze bardziej sobie zaszkodziła.
   Nawet nie zauważyła, że płacze póki nie poczuła na dłoniach łez. Szybko je starła, po czym pociągnęła spory łyk alkoholu, a moment później obserwowała jak butelka rozbija się na dole. Miała nadzieję, że sama też tak skończy. Odwróciła się do tyłu i zobaczyła niezłe zbiegowisko spowodowane przez jej osobę. Zaśmiała się, bo nie podejrzewała, że może to wywołać takie zainteresowanie.
  Słyszała wzmożone rozmowy wśród osób oglądających jej poczynania. Na początku nie przeszkadzało jej, ale z czasem miała tego dosyć i chciała wiedzieć co sprawiło, że tak nagle się ożywili. Pożałowała tej decyzji widząc przed tłumem Justina. Westchnęła wiedząc, że teraz wszystko się skomplikuje.
 - Megan? Co ty tutaj robisz?
 - Próbuję się zabić. Tak mi się wydaje.
 - Przecież leciałaś do Madrytu.
 - Ale wszystko się zepsuło i jestem tutaj. Jeszcze, bo chwila i będę na dole z nadzieją, że taka wysokość upadku będzie wystarczająca żeby się zabić.
 - Megan... Nie rób głupstw... Porozmawiajmy na spokojnie... Wszystko się ułoży. - mówił idąc w jej kierunku.
 - Jeszcze jeden krok, a skoczę. Jeden cholerny krok. - powiedziała schodząc z balustrady tak by stała od zewnętrznej strony. Trzymała się jej i obserwowała Kanadyjczyka.
  Przestała zwracać na niego uwagę gdyż coraz to nowsze osoby, próbowały przekonać ją by nie skakała, bo ma przed sobą całe życie. Mając tego wszystkiego dość chciała odepchnąć się od barierki, ale w tym samym czasie poczuła jak czyjeś silne ramiona obejmują ją w pasie i nie pozwalają spaść w dół. Bez jej zgody została sprowadzona na chodnik. Wtedy odkryła, że za tym wszystkim stoi Bieber.
  Nie odezwała się nawet słowem kiedy prowadził ją do auta, którym zapewne przemierzał ulice Los Angeles. Jego ochrona torowała im drogę, by jak najszybciej mogli przedostać się do pojazdu. Nawet nie próbowała się wyrywać wiedząc, że to nie zdałoby rezultatu, bo zostałaby przechwycona przez kogoś z obstawy piosenkarza.
  W czasie jazdy czuła na sobie jego wzrok, ale oboje milczeli. Nie widziała powodu by tłumaczyć się ze swojej decyzji. Wszystko zwaliło się na nią w krótkim czasie i nie była w stanie sobie z tym poradzić. Nie chciała zwalać się na głowę Allison, która powinna się oszczędzać będąc w ciąży.
  Gdy samochód się zatrzymał, wysiedli i skierowali się do windy, w której panowała napięta atmosfera. Przypomniała sobie pierwszą wspólną jazdę z Justinem i nic nie mogła poradzić, że po jej policzku spłynęła jedna pojedyncza łza, którą szybko starła, ale była przekonana, że chłopak to zauważył.
  Drogę do pokoju nawet nie wie kiedy pokonała. Znalazła się sam na sam z Kanadyjczykiem i widziała w jego oczach rozczarowanie jej osobą. Odwróciła wzrok nie mogąc znieść jego spojrzenia, które doprowadzało ją do łez. Stanęła plecami do niego, a moment później zaczęła płakać tracąc nad sobą kontrolę.
 - Nie płacz. Wszystko się ułoży. - szepnął je do ucha przytulając ją do siebie.
 - Wszystko się sypie. Dostałam od nich zaproszenie na ślub jako prezent na urodziny. - wyszeptała szlochając w jego koszulkę.
 - Chcesz mi powiedzieć, że w Twoje urodziny Twój były dał Ci zaproszenie na swój ślub? - zapytał będąc w szoku. Dziewczyna w odpowiedzi pokiwała głową.
  Usiadł z nią na łóżku i głaskał po plecach, by się uspokoiła. Odetchnął z ulgą gdy zauważył, że jej oddech się miaruje. Pomógł jej się położyć, ale wcześniej poprosił by opróżniła swoje kieszenie by było jej wygodniej. Gdy ułożyła się, przykrył ją oraz siedział przy niej dopóki nie zasnęła.

☯☯☯

  Gdy obudziła się, pierwsze co poczuła to okropny ból głowy, a chwilę później usłyszała szum wody. Nie przypominała sobie by zapraszała kogoś do swojego mieszkania, ale po rozejrzeniu się, odkryła, że znajduje się w obcym jej pomieszczeniu. Pocieszała się tylko tym, że ma ubrania na sobie.
  Miała wstać z łóżka, ale zrzuciła telefon, który musiał leżeć na kołdrze i narobiła przez to hałasu, a po chwili drzwi , które znajdowały się z drugiej strony, otworzyły się i stanął w nich Justin owinięty ręcznikiem. Jej zdziwienie osiągnęło maksimum. Nie przypominała sobie by wczoraj go spotkała.
 - Dzisiaj już mi nie uciekniesz. Drzwi zamknąłem, a klucz mam przy sobie. 
 - Możesz mi powiedzieć co tutaj robię, bo nie pamiętam momentu kiedy się spotkaliśmy. - powiedziała wstając z łóżka.
 - Próbowałaś się zabić i żyjesz tylko dlatego, że przejeżdżaliśmy przez ten przeklęty most. - stwierdził zanim zniknął w łazience żeby się ubrać. Tym samym dał jej czas by przetrawiła tą informację.
 - Chcesz mi powiedzieć, że chciałam skoczyć z mostu? - zapytała gdy wyszedł z łazienki ubrany, chociaż w mniemaniu Megan nie mogła tego potwierdzić skoro nie miał na sobie koszulki.
 - Tak. Gdyby ludzie, którzy się na to gapili, nie rozmawiali z Tobą, nie mógłbym przeciągnąć Cię na bezpieczną stronę. 
 - Ja... Ja po prostu... To wszystko...
 - Wiem. Powiedziałaś mi co się stało. Przecież mogłaś do mnie napisać. Nie odpowiedziałaś na żadną z moich wiadomości chociaż pisałem codziennie po kilka razy. Powiesz mi dlaczego nie odpisałaś na chociaż jedną? - zapytał stając przed nią.
 - Sądziłam, że wyjaśniłam Ci wszystko ostatnim razem.
 - Masz na myśli te sprzeczne sygnały? Najpierw mówisz, że spotkanie zależy ode mnie, a potem żegnasz się jakbyśmy mieli się nigdy nie zobaczyć.
 - Bo sądziłam, że się nie zobaczymy. Miałam przylecieć do Los Angeles na kilka dni żeby wszystko sobie ułożyć i wrócić do Londynu. Zacząć od nowa. 
 - I nie miałaś mnie w planach? 
 - Byłam pewna, że sobie odpuścisz. Zapomnisz i będziesz żył swoim życiem.
 - Jest w Tobie coś co nie pozwoliłoby mi zapomnieć nawet gdybym chciał. Wiem, że jesteś wyjątkowa, bo nie widzisz we mnie tylko tego sławnego Justina. Widzisz Justina, który pochodzi z Kanady i ma prawo popełniać błędy, bo jest tylko człowiekiem. Twój uśmiech sprawia, że i ja się uśmiecham, a Twój śmiech jest najpiękniejszym dźwiękiem jaki można słyszeć. Kiedy żegnałaś się ze mną w Lizbonie, obiecałem sobie, że zrobię wszystko by jeszcze Cię spotkać i zrobić wszystko byś teraz została, ale nie na godzinę. Żebyś została póki nie będziesz w pełni szczęśliwa i jeśli wtedy będziesz chciała odejść, pozwolę Ci, ale będę wiedział, że jesteś szczęśliwa. Więc teraz mi nie uciekniesz, choćbym miał skuć Nas razem. Nie pozwolę byś tym razem mi się wymknęła. - powiedział po czym delikatnie pocałował ją, a chwilę później Megan zaczęła oddawać każdy jego pocałunek obejmując rękami jego szyję by przyciągnąć go bliżej siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz