niedziela, 25 grudnia 2016

3. She's pregnancy

Megan

  Nieprzespana noc już dawała swoje skutki. Podkrążone oczy, były jej najmniejszym zmartwieniem. Walczyła sama ze sobą by nie zasnąć, a kawa zrobiona w domu, na wiele się nie zdała, dlatego ubrała się szybko i udała się do kawiarni na rogu by zamówić podwójne espresso, które postanowiła wypić na miejscu.
  Zajęła swoje ulubione miejsce i obserwowała ludzi przechadzających się po ulicy. Zazdrościła im, że mają jakiś cel w życiu, który pragną osiągnąć, bo sama marzyła jedynie by nie czuć tej wszechobecnej pustki i bólu. Najchętniej zakończyłaby swoje męki zabijając się, ale to byłaby oznaka tchórzostwa, a nie chciała nim być.
  Usłyszała dzwonek swojego telefonu, więc szybko go wyjęła i nie sprawdzając kto do niej dzwoni odebrała. Słysząc po drugiej stronie głos swojej siostry, uśmiechnęła się wiedząc, że może porozmawiać z nią o wszystkim i zawsze dostanie dobrą radę na dręczące ją problemy.
 - Jak się trzyma moja starsza siostra?
 - Wcale się nie trzyma. Wczoraj dowiedziałam się, że jest w ciąży. Ona jest w ciąży. Wiesz co to znaczy... Był już z nią kiedy ja nosiłam Nasze dziecko... On jest chyba chory.
 - Nie przejmuj się nim Meg. Widocznie nie był Ciebie wart i tyle. Zasługujesz na kogoś lepszego. Szkoda, że Toni jest już zajęty, bo byłby dla Ciebie idealny.
 - Czemu?
 - Gdybyś widziała jak wrzeszczał na Sergio. Chłopacy musieli go odciągać, bo już chciał się na niego rzucić, ale nie bój się. Gareth wykorzystał okazję, że wszyscy odciągali Kroosa.
 - Chcesz mi powiedzieć, że Bale uderzył Ramosa?
 - Dokładnie tak. Chcieli go zawiesić, ale jak Perez się dowiedział dlaczego to zrobił, to gdyby mógł mu przyznać medal już by to zrobił.
 - Czyli ciekawie tam macie. Pilnuj ich żeby nie broili. Nie chcę żeby byli zawieszeni z mojego powodu.
 - Będę pilnować, ale nie wiem kto upilnuje mnie. - powiedziała śmiejąc się.
 - Zawsze mogę porozmawiać z Griezmannem. Chętnie spożytkuje twoją dodatkową energię. Jestem tego pewna.
 - Megan!
 - Allison... Nie zgrywaj już takiej świętej. Dziewica orleańska się znalazła.
 - Żebyś wiedziała, że tak.
 - Jestem ciekawa co na to twój narzeczony. Może dasz mi go na chwilę?
 - Chętnie, ale zaraz jedziemy na trening. Odezwę się jak wrócimy. Na razie. - powiedziała i nie dała szansy pożegnać się Meg, ponieważ szybko się rozłączyła.
  Jeszcze chwilę po zakończeniu rozmowy, śmiała się z zachowania siostry. Wypiła już swoją kawę, ale nie chcąc wracać do pustego mieszkania, zamówiła sobie herbatę i wróciła do stolika rozglądając się po pomieszczeniu. Czuła na sobie czyjś wzrok, ale nie mogąc zlokalizować tej osoby, postanowiła to zignorować.
  Rozważała czy nie wybrać się do Los Angeles, bo Londyn wprawiał ją w jeszcze większą depresje ciągłymi ulewami. Tęskniła za słońcem i upałami, które miała w Madrycie. Tam nie musiała ubierać się jakby mieli ją zesłać na Syberię. Zdawała sobie sprawę, że chcąc wybrać się do Stanów, musiałaby najpierw wpaść do Lizbony, by wziąć klucze do mieszkania, które dostała na swoje osiemnaste urodziny. Nie była gotowa na spotkanie z rodzicami, którzy będą przypominać jej, że ostrzegali ją przed związkiem z Hiszpanem.
  Wychodząc z kawiarni, zderzyła się z kimś w drzwiach. Szybko przeprosiła i chciała już iść, ale została powstrzymana. Odwróciła się i ujrzała niemieckiego pomocnika, z którym się przyjaźniła. Nie spodziewała się go tutaj, ale cieszyła się, że spotkała znaną jej osobę.
 - Julian. Jezu, nie poznałam Cię.
 - Czyli dobrze myślałem, że to ty. Co sprowadza Cię do Londynu?
 - Miałam dosyć Madrytu. Pewnie Toni Ci opowiadał.
 - Znam historię. Nie dziwię się, że wyjechałaś z Madrytu, ale czemu depresyjny Londyn? Nie lepiej wybrać się w jakieś ciepłe miejsce?
 - Rozważam wyjazd do Los Angeles. Ciepło i daleko od nich więc nie będą mogli wpaść na weekend, ale dosyć o mnie. Co ty robisz w Londynie? Czyżby transfer?
 - Tak. Trenuję już z Arsenalem. Mesut szaleje ze szczęścia, że jest kolejny Niemiec w klubie.
 - Nie dziwi mnie to. Pozdrów go przy najbliższej okazji ode mnie.
 - Nie ma sprawy. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.
 - Może kiedyś wpadnę na Wasz trening.
 - Możesz jutro jeśli chcesz. Tylko daj mi wieczorem znać.
 - Na pewno dam, a teraz leć, bo widzę, że się śpieszysz.
 - Tylko odezwij się. - powiedział zanim pożegnał się z nią i popędził do swojego auta.
  Wiedziała, że Draxler jest roztrzepany, ale zapomniała, że do tego stopnia. Śmiała się cicho widząc jak męczy się by otworzyć drzwi. Chciała iść mu pomóc, ale jakimś cudem osiągnął swój cel, a gdy mijał ją w samochodzie, pomachał jej po czym zniknął za zakrętem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz