niedziela, 1 stycznia 2017

8. Concert

Megan

  Pod areną były już na godzinę przed otwarciem dla fanów, bo Maud musiała jeszcze odebrać swój bilet. Wysadziła ją w pobliżu i powiedziała by dobrze się bawiła, a po koncercie będzie czekać gdzieś pod halą, ale da jej znać gdzie dokładnie. Ruszyła w kierunku parkingu gdzie co chwilę musiała pokazywać przepustkę, więc nawet nie zamykała okna w aucie.
  Zaparkowała na wyznaczonym miejscu i dopiero wtedy zauważyła wzmożoną ochronę. Wysiadła z auta i oparła się o nie obserwując zamieszanie. Sądziła, że to ktoś ze sztabu Kanadyjczyka i stąd ta ochrona, ale to sam Bieber dopiero zjawił się. Zawsze myślała, że artyści przyjeżdżają później, widocznie myliła się.
  Jego mina gdy ją zauważył była bezcenna, po raz kolejny musiał zbierać szczękę z podłogi. Zmierzając w jego stronę, jego obstawa chciała ją zatrzymać, ale powstrzymał ich. Zatrzymała się przed nim i spojrzała mu w oczy posyłając kpiący uśmieszek.
 - Muszę przyznać, że po dłuższym zastanowieniu się lepiej prezentujesz się od Moraty. - szepnęła mu do ucha. - Tylko sobie nie myśl, że straciłam dla Ciebie głowę, bo nadal wolę piłkarzy.
  Już odchodziła, ale będąc jeszcze na wyciągnięcie jego ręki, złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Jej ciało przeszył przyjemny dreszcz spowodowany jego dotykiem i miała nadzieję, że chłopak tego nie zauważył. Popatrzyła na niego i w tamtym momencie ich wzrok się skrzyżował.
 - Skoro tak Ci się podoba, to może chcesz zdjęcie?
 - Wystarczy, że dostanę zdjęcie z Londynu. Wszystkie zostały udostępnione, z wyjątkiem mojego.
 - Liczyłem, że się o nie upomnisz.
 - Więc upominam się o nie teraz.
 - Dostaniesz je, ale pod jednym warunkiem.
 - Jakim?
 - Zjesz ze mną kolacje. Dzisiaj.
 - A jeśli się nie zgodzę?
 - Nie dostaniesz zdjęcia. Poza tym to może być Twoja jedyna okazja żeby poznać prawdziwego mnie.
 - Prawdziwego Ciebie? Chcesz mnie tym skusić?
 - Możemy też trochę po grzeszyć jeśli chcesz, ale wtedy w ramach pokuty jeszcze się spotkamy i nie wiem czy nie rzucisz się na mnie.
 - Zabawne. O grzeszeniu możesz zapomnieć, ale na kolację się zgodzę.
 - W takim razie widzimy się po koncercie?
 - Na to wygląda.
 - Mam nadzieję, że nie będziesz za mocno tęsknić.
 - Nie musisz się martwić. Świetnie zagospodaruję swój czas.
 - To dobrze, bo nie zniósłbym jakbyś umarła z tęsknoty za mną. - szepnął jej do ucha po czym wszedł do środka zostawiając ją samą na parkingu.
  Wsiadła do auta i wyjęła telefon. Większą część koncertu przegadała z Allison, na szczęście nie wygadała się, że jest w Lizbonie ani o przylocie do Madrytu. Chciała zrobić jej niespodziankę i spędzić swoje dwudzieste trzecie urodziny z przyjaciółmi.

☯☯☯

  Chwilę przed końcem występu, napisała do Maud, że coś jej wypadło i nie może jej odebrać, ale taksówka będzie na nią czekać przed areną. Miała nadzieję, że nie będzie na nią czekać, bo nie wiedziała nawet, o której wróci.
  Wysiadła z auta i oparła się o maskę czekając na Justina. Uśmiechnęła się na jego widok. Miał na sobie bluzę z kapturem i okulary żeby było go trudniej rozpoznać. Idąc w jej kierunku jeszcze coś powiedział do ochrony, a Ci pokiwali głowami.
 - Muszę przyznać, że dopiero teraz zauważyłem, że masz koszulkę z mojej trasy koncertowej.
 - Widać jesteś strasznie spostrzegawczy. 
 - Powiedźmy, że wolałem skupić się na czymś innym. 
 - Nad tym jak zaprosić mnie na kolację?
 - Wolałem skupić się na tym co odsłoniłaś przyjeżdżając tak ubrana.
 - Mogę się przebrać żebyś nie zszedł na zawał.
 - Teraz jesteśmy przynajmniej kwita. Ty widziałaś mnie bez koszulki, a ja mogę popatrzeć dzisiaj.
 - Ale ja widziałam Cię krótko, a ty będziesz mieć więcej czasu.
 - Ale ty będziesz mieć moje zdjęcie.
  Uśmiechnął się do niej po czym wsiedli do auta. Najpierw odjechał samochód, którym zabrała się jego ekipa, a kilka minut później sami opuścili parking. Co jakiś czas sprawdzali czy nikt ich nie śledzi, ale bezpiecznie dotarli do hotelu. Po drodze śmiali się z niektórych zachowań paparazzi.
  Idąc do windy, objął ją w pasie przez co znowu wywołał u niej dreszcze. Była pewna, że tym razem to zauważył, ale nie skomentował tego. Zdziwiło ją, że strasznie długo jadą, a gdy drzwi się otworzyły jej zdziwienie osiągnęło apogeum, bo znajdowali się na jednym z ostatnich pięter. Przemierzała korytarz i co jakiś czas patrzyła na niego próbując zrozumieć czemu kierują się do jego pokoju.
 Przepuścił ją w drzwiach, a następnie zaprowadził w głąb pokoju i musiała przyznać sama przed sobą, że była zaskoczona widząc zwykły pokój hotelowy, a nie apartament. Usiadła na podłodze przy oknie wprawiając go w lekki szok, ale chwilę później usiadł obok niej. Co jakiś czas czuła, że na nią spogląda i uśmiechała się wtedy delikatnie.
 - Wiesz, że mogłaś usiąść na fotelu albo łóżku?
 - Wiem, ale lubię siedzieć na podłodze. Można powiedzieć, że to sprowadza mnie na ziemię.
 - Też zdarza Ci się odpłynąć?
 - Zdarzało w przeszłości, ale staram się zamknąć ten rozdział.
 - Masz łatwiej. Media nie przypominają Ci w każdej chwili co złego zrobiłaś.
 - Tego może nie, ale widzę co mogłam mieć, a już nie będę.
 - Każdy popełnia błędy, ale trzeba wyciągnąć z nich nauczkę.
 - A co jeśli to nie ja popełniłam te błędy, a jestem ich ofiarą? I co jakiś czas dostaję kolejne rykoszety?
 - Wtedy chyba najlepiej jak odetniesz się od tego jeśli tylko możesz. - powiedział, a dziewczyna pokiwała głową.
 - Dobra. Dosyć tego użalania się. Co z tą kolacją, która miała być w restauracji hotelowej?
 - Mała zmiana planów. Za dużo pismaków. Poza tym nie powinnaś narzekać. Tutaj mogę zdjąć koszulkę i będziesz miała okazję żeby się napatrzeć.
 - Jak ty o mnie dbasz. To wprost niemożliwe.
 - Staram się dbać o swoich gości.
 - Bardziej to ty jesteś moim gościem. Pochodzę z Lizbony więc tak na prawdę to ja tu jestem gospodarzem.
 - W takim razie składam zażalenie. Nie czuję żebyś odpowiednio zadbała o mój komfort.
 - Zażalenie odrzucone. Nie było oficjalnego pisma.
 - Jeszcze dostaniesz to pismo, ale teraz powiedz na co masz ochotę.
 - Na co mam ochotę?
 - Uprzedzam, że nie ma mnie w menu.
 - To dobrze. Jeszcze bym się zatruła. Ale mam ochotę na tosty z indykiem albo spaghetti. Wybierz co Tobie bardziej pasuje, bo ja nie potrafię się zdecydować.
 - Możemy zamówić tosty i spaghetti. Poza tym chyba czytasz mi w myślach, bo to moje ulubione dania.
 - Sama je uwielbiam. Bardziej tosty za to moja siostra spaghetti.
 - Masz siostrę?
 - Tak. Jest rok młodsza, ale nie jest Twoją fanką. Uwielbia piłkarzy. Jednego kocha nawet z wzajemnością.
 - To chyba byłaś blisko piłkarzy? - zapytał wstając żeby zamówić jedzenie.
 - Trafiłeś w sedno. - powiedziała cicho, a zarazem na tyle głośno, że mógł to usłyszeć. Skupiła się na widoku za oknem walcząc z łzami, które chciały się uwolnić.
 - Czyli te błędy popełnił, któryś z nich? - spytał się siadając obok niej i obejmując ją.
 - Zdziwiłbyś się ile ich popełnił. Szkoda tylko, że moim kosztem.
 - Jeśli chcesz to możesz mi powiedzieć.
 - Nie będę zadręczać Cię swoimi problemami. Sam masz ich pewnie sporo.
 - Ale czasami warto się wygadać komuś.
 - Dobrze, że siedzisz, bo to nie będzie historia z dobrym zakończeniem. W przeciągu miesiąca straciłam dziecko, narzeczonego, który wrócił do swojej byłej i ostatnio okazało się, że spodziewają się dziecka. Z tego wynika, że był z nią kiedy byliśmy razem i nosiłam Nasze dziecko. Nagroda największego dupka na świecie należy do Sergio Ramosa. - powiedziała bawiąc się palcami.
 - Czyli ta afera z piłkarzem Realu Madryt i to jak potraktował swoją narzeczoną, to ty?
 - Megan Scarlett Macmillan we własnej osobie.
 - Nie rozumiem go. Zamiast Cię wspierać to on Cię zostawił?
 - Wolał swoją byłą narzeczoną. Widocznie byłam przerwą w ich związku
 - W takim razie nie był Ciebie wart.
 - Błagam. Tylko nie to stwierdzenie. Tyle razy to słyszałam, że mam dosyć.
 - Ale na prawdę uważam, że na Ciebie nie zasługuje. Ja nie mógłbym zrobić czegoś takiego.
 - W takim razie Twoja dziewczyna będzie szczęściarą. - powiedziała spoglądając na niego.
 - A teraz uśmiechnij się, bo o wiele lepiej wyglądasz jak się uśmiechasz.
 - Jakoś nie mam powodu żeby się uśmiechać.
 - Zaraz możesz mieć. - stwierdził i zaczął ją łaskotać, a jej śmiech słychać było w całym pomieszczeniu.
 - Justin... Błagam... Dosyć... - mówiła między kolejnymi salwami śmiechu.
 - Przestanę jak przyznasz, że jestem Twoim ulubionym piosenkarzem. - powiedział nie przerywając jej katuszy.
 - Śnisz. - wysapała mając już problemy z zaczerpnięciem powietrza.
 - Megan. Nie oszukuj się. Dobrze wiesz, że mnie uwielbiasz. No przyznaj to.
 - Okay! Tylko przestań. Błagam. - szepnęła patrząc na niego gdy ten na chwilę przestał ją dręczyć. - Justin, jesteś moim ulubionym piosenkarzem tylko błagam. Przestań mnie łaskotać.
 - Skoro już ustaliliśmy, że mnie uwielbiasz to sprawię Ci tą przyjemność i zdejmę koszulkę. Tylko nie umieraj.
 - Postaram się, ale nie obiecuję niczego.
  Zaśmiała się, a po chwili dołączył do niej Kanadyjczyk. Dyskretnie obserwowała go gdy pozbywał się bluzy i koszulki. Chwilę później usłyszeli pukanie do drzwi. Chłopak poszedł otworzyć mówią, że to pewnie ich jedzenie i miał rację. Obsługa hotelowa dostarczyła ich zamówienie, więc mogli zabrać się za zjedzenie posiłku. Śmiali się przy tym gdy któreś z nich ubrudziło sosem.
  Po zjedzeniu kolacji usiedli na łóżku i rozmawiali. Dowiedziała się o znaczeniu jego kilku tatuaży i sama przyznała się, że ma kilka w planach, ale jakoś nigdy nie było jej po drodze. Bieber polecił jej kilka miejsc gdzie na pewno dobrze je wykonają. Uśmiechnęła się lekko, bo wymienił dwa studia w Los Angeles więc będzie mogła wpaść tam podczas swojego pobytu.

☯☯☯

  Obudziła się rano i czuła jak ktoś obejmuje ją w pasie. Myślała, że może jej się zdaje, ale gdy otworzyła oczy zobaczyła dłonie obejmujące ją. Gdy spojrzała w bok odkryła, że to Justin przytula się do niej, a na jego twarzy maluje się błogi spokój. Ostrożnie wyjęła telefon, by zrobić mu zdjęcie na pamiątkę, bo wiedziała, że nie będzie mieć więcej okazji by go spotkać.
  Ostrożnie zdjęła jego ręce ze swojej talii i wstała z łóżka. Znalazła kartkę oraz długopis więc postanowiła napisać do niego kilka słów podejrzewając, że nie obudzi się zanim wyjdzie. Nie chciała się tak żegnać, ale nie miała serca go budzić widząc jak uroczo wygląda gdy śpi.
  Nachyliła się nad nim chcąc pocałować go w policzek, ale nie przewidziała, że chłopak nie śpi i odwróci się w jej kierunku przez co natrafiła na jego usta. Speszyła się i odskoczyła jak oparzona wywołując uśmiech na jego twarzy. Złapał ją za rękę po czym przyciągnął do siebie przez co znalazła się na nim. Jej policzki przybrały kolor dojrzałych buraków gdy upadła na niego.
 - Wiesz, że nie ładnie jest uciekać bez pożegnania?
 - Nie chciałam Cię budzić, dlatego napisałam Ci kartkę. 
 - Wolę osobiste pożegnania niż kartki.
 - Dlaczego?
 - Bo dzięki temu mogę namówić do zostania.
 - Nie każdy może zostać. 
 - Ale zawsze warto próbować. - powiedział patrząc jej w oczy. - Przecież jak trochę zostaniesz to nic się nie stanie. 
 - Muszę iść. Mam samolot o 15, a muszę wrócić jeszcze do domu.
 - Megan. Chociaż godzinę. Nie zbawi Cię, a jestem pewien, że nie będziesz żałować tego, że zostałaś.
 - Nie utrudniaj tego. Dobrze wiesz, że to niczego nie zmieni. Ja polecę do Madrytu, a ty będziesz kontynuować swoją trasę, więc co ta godzina zmieni? 
 - Będę mieć okazję żeby zdobyć Twój numer, a to da mi możliwość ponownego spotkania.
 - Zapisałam Ci na kartce swój numer, bo nadal czekam na zdjęcie. 
 - Ale brakuje mi zdjęcia do kontaktu. - powiedział spoglądając na nią, po czym zrobił jej zdjęcie z zaskoczenia. - Teraz mam.
 - Czyli mogę iść?
 - Zostań trochę. Przecież możesz jutro polecieć, a dzisiaj jeszcze trochę czasu spędzimy razem. Możemy nawet po grzeszyć jeśli chcesz. - stwierdził chichocząc.
 - Na to trzeba sobie zasłużyć. Masz mój numer telefonu więc kwestia spotkania jest w Twoich rękach. Dlatego będę się zbierać.
  Wstała i skierowała się do drzwi wiedząc, że Kanadyjczyk za nią podąża. Wiedziała, że nie może mu ulec, bo zrobi sobie tylko zbędną nadzieję, a tego nie chciała. Najpierw musi podnieść się po tym wszystkim co zafundował jej Sergio. Dopóki nie rozliczy przeszłości, nie ruszy się w przyszłość. Złapała za klamkę, ale odwrócił ją w swoją stronę i spojrzał jej w oczy. Zmniejszył między nimi dystans do tego stopnia, że czuła jego oddech na swojej twarzy.
 - Zostań. Chociaż godzinę. Daj mi godzinę Megan. - szepnął, a ich wzrok się skrzyżował. 
 - Justin. Proszę. Nie utrudniaj tego. Ty masz trasę, a ja muszę rozliczyć przeszłość. Skup się na fanach, a jeśli będziesz mieć wolne i nadal będziesz chciał się spotkać, napisz. Może będzie dane Nam się spotkać.
 - Dlaczego wydaje mi się, że żegnasz się ze mną jakbyśmy mieli się już nigdy nie zobaczyć?
 - Może dlatego, że pewnie tak będzie. Żyjemy w różnych światach. Owszem, oboje mamy pieniądze, ale ty wszystko osiągnąłeś sam, a ja korzystam z tego co zrobili moi rodzice. Poza tym ty żyjesz swoimi marzeniami, a moje dały mi popalić. Dlatego myślę, że to jest Nasze pożegnanie Justin. Żyj swoimi marzeniami, spełniaj je i uszczęśliwiaj swoich fanów. Po prostu bądź sobą. - powiedziała i delikatnie pocałowała go w policzek i zanim był w stanie ją zatrzymać, wyszła z jego pokoju i pobiegła do windy wiedząc, że nie ma dużo czasu gdyby chciał za nią ruszyć.
  W drodze do domu musiała się kilka razy zatrzymać by mogła się spokojnie wypłakać wiedząc, że jak wróci nie będzie mogła sobie na to pozwolić. Jej telefon cały czas wibrował jak oszalały, ale nie była gotowa stawić czoła temu co mógł jej napisać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz