Megan
Po raz kolejny uciekała do deszczowego Londynu, by ułożyć swoje życie na nowo. Wcześniej była tu z siostrą, teraz była zdana tylko na siebie. Wiedziała, że Madryt i to co się tam stało, będzie ją nawiedzać w koszmarach przez długi czas. Strata dziecka była bolesna, ale nie sądziła, że Sergio postanowi wrócić do Pilar w momencie, kiedy potrzebowała go najbardziej żeby podnieść się po tym wszystkim.
Stała z walizką przed drzwiami do mieszkania tak dobrze jej znanego, że śmiało mogła nazwać je drugim domem. Przekręciła klucz po czym weszła do środka i dopiero wtedy uświadomiła sobie, że po raz kolejny spaliła za sobą most, tym razem prowadzący do Madrytu, z którym wiązała tyle nadziei. Musiała zapomnieć o ludziach, którzy tam zostali, by ruszyć do przodu, a nie było to łatwe.
Zaniosła walizkę do sypialni i otworzyła jedno z okien by pozbyć się zaduchu z pomieszczenia. Wolnym krokiem udała się do salonu by wyjść na balkon i odetchnąć świeżym powietrzem. Podziwiała Londyn spowity mgłą i nie mogła uwierzyć, że wróciła tu. Opuszczając to miejsce była przekonana, że nie wróci by na nowo układać sobie życie. Sądziła, że będzie to miejsce, które odwiedzi na kilka dni jako turystka i wróci do Madrytu.
Los jednak chciał inaczej i dlatego stała na balkonie pustego mieszkania, zastanawiając się co dalej zrobić ze swoim życiem. Wiedziała jedynie, że musi uporać się z utratą dziecka i znaleźć jakąś pracę, bo pieniądze zarobione w Madrycie wystarczą do końca jej życia, a nie chciała wracać do Portugalii. Rodzice nie daliby jej żyć ciągle wypominając, że mogła nie wyjeżdżać z kraju i na miejscu znaleźć sobie dobrą pracę.
Obserwowała ludzi śpieszących się do domu i nawet nie zauważyła, że zaczął padać deszcz. Dopiero kompletnie przemoczona weszła do środka. Zaniosła buty i płaszcz na przedpokój i poszła wyjąć z walizki jakieś suche ubrania. Już przebrana zajęła miejsce przy stole w kuchni i zrobiła zakupy online, gdyż nie miała ochoty wychodzić dzisiaj do ludzi.
Zabrała się za rozpakowywanie walizki gdyż lada dzień połowa mieszkania będzie w kartonach z resztą jej rzeczy, które nadała dzień wcześniej będąc jeszcze w Madrycie. Zdawała sobie sprawę, że część przywoła bolesne wspomnienia tak jak pierścionek znajdujący się ciągle na jej palcu. Próbowała zdjąć go na wiele sposobów, ale żaden nie okazał się skuteczny. Zaczynała podejrzewać, że los kpi sobie tak z jej życia, dlatego przestała próbować i pogodziła się z tym.
Skończyła układać ciuchy w szafie gdy usłyszała dzwonek do drzwi, który oznaczał, że jej zakupy już przybyły. Zaraz po odebraniu, rozpakowała je i postanowiła zaparzyć sobie herbatę, by z parującym kubkiem usiąść na parapecie i obserwować ludzi uciekających przed deszczem lub po prostu spieszących się do domów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz